KĄCIK PORAD

Jestem nauczycielem autorskiej metody uzdrawiania duchowego "Droga do WOLNOŚCI". http://metodaddw.pl/

Chętnie służę pomocą. Można wysyłać do mnie maile z zapytaniami lub kontaktować się na skype. Zapraszam na kurs metody DROGA DO WOLNOŚCI , warsztaty wchodzenia w przestrzeń CZYSTEJ ŚWIADOMOŚCI.

biedronka2406@gmail.com

czwartek, 19 lutego 2015

Koty do adopcji

Wiosna coraz bliżej, widać jej pierwsze oznaki na mojej działce, można rzec niestety....., ponieważ coraz bliżej jest termin mojej przeprowadzki w inne miejsce a dzikie koty , które są coraz mniej dzikie nie mają jeszcze domu. Zostały dwa do oddania. Zośka i Księciunio. Te dzikie , których jest coraz więcej same dadzą sobie radę , tak czuję ale te dwa maluchy, raczej potrzebują domu choć przecież nie mam stu procentowej pewności czy tak faktycznie jest. Urodziły się tu na działce, były już jak ja tu przyszłam. Dokarmialiśmy je, opiekowaliśmy się nimi jak chorowały, zimowały w domu jak były mrozy no i bach stały się niepostrzeżenie domowe. Nie mogę ich wziąć z różnych powodów, głownie z jednego, jestem ciągle w drodze i nie wiem, gdzie wyląduję następnym razem, więc chcę znaleźć dla nich miejsce, gdzie spędzą miło życie. Kochają niezmiernie, chodzą za człowiekiem jak pies, ciekawskie, ufne wbrew kociej naturze. Są prawie dorosłe, mają 7 miesięcy i są dobrze ułożone. Nie powinno być z nimi kłopotów.
Zofia- kocia arystokratka, miła , delikatna, lubi mieć wyłączność:))) do ......właściwie wszystkiego a zwłaszcza miłości i opiekuna. Szuka kontaktu, zabiega o niego i lubi patrzeć w oczy człowieka, którego uzna za obiekt uwielbienia. Kocha łoża i bawełnianą pościel. Unika włochatych kocyków. Mięciutka sierść i trójkolorowe umaszczenie zlewające się w jedną trójbarwną masę czyni z niej prawdziwa piękność.




Księciunio- kiedyś filozof dziś sabaryta i hedonista. Uwielbia inne koty, stadny, miły ze skłonnością do uroczego flirtowania. Przepięknie umaszczony o długim mięciutkim włosiu i migdałowych okrągłych oczach. Jest mieszańcem po angielskim ojcu, arystokrata nieco w prostackim wydaniu z całym szacunkiem:)) Uwielbia jeść, niewybredny i zdystansowany do swojego angielskiego pochodzenia. Przytulanka, sponiewiera serca najbardziej zatwardziałym. Uwielbia wygodne fotele , koniecznie z mięciutkim posłankiem.






Jeśli ktoś ma ochotę na przygodę z tymi kociakami zapraszam do kontaktu. Można wziąć je razem a można też oddzielnie.
Mój nr telefonu: 722-37-44-55

niedziela, 15 lutego 2015

"SŁONECZNIKI".




Dziwnie się plecie nasze życie. Raz jest przewidywalne a raz kompletnie powala nas na kolana i zmusza do wpuszczenia nowej jakości. Już od kilku miesięcy chodziła za mną, przede mną, obok mnie myśl namalowania słoneczników ale.......... zawsze były jakieś inne tematy, fascynacje  do namalowania. Aż wreszcie przyszedł ten moment, w którym byłam gotowa, pełna pasji i dobrych myśli....... dziś namaluję słoneczniki tańczące w słońcu dla mojej mamy. Jeszcze nie widziała żadnego mojego obrazu, tak się życie poukładało a teraz chciałam właśnie dla niej namalować kwiaty, które zawsze kierują się w stronę światła. Jeszcze nic nie wskazywało na to, że jej życie wygasa tak szybko. Nie wiem czy zobaczy ten obraz oczami człowieka ale na pewno na jakimś poziomie świadomości zobaczy, poczuje, że bardzo ją kocham pomimo, że życie rozdzieliło nas na 4 lata. Dziś wygasa jej życie ale jej taniec istoty będzie trwał. Mamo tańcz i kieruj się w stronę swojego światła. Zaskoczyło mnie życie powaliło na kolana, postarało się abym skonfrontowała się z własną filozofią, tym co głoszę, jak czuję i odbieram świat. Jestem gotowa na wszystko, nie modlę się dla siebie w jej sprawie, modlę się o to co dla niej najlepsze. Niezależnie od tego czy zostanie czy odejdzie akceptuję to i kocham bez żadnych warunków. Nie oczekuję, zawierzam. We wszystkim jest przecież wyższy zamysł, którego nie muszę rozumieć dziś.





niedziela, 1 lutego 2015

"Zaklajstrowane trzecie oko".

Minęło prawie 50 lat mojego istnienia. Światopoglądy zmieniałam w nim jak rękawiczki. Przychodził jednak zawsze moment otrzeźwienia z cudzych założeń , słuszności , motywów i innych zaklajstrowaczy własnego widzenia i postrzegania świata. Kiedyś wzięłam za własną prawdę , że trzecie oko istnieje i odpowiada za postrzeganie pozazmysłowe. Trzecie oko na środku czoła , jak nie przymierzając Cyklop. Karykaturalna postać w moim wierzeniu przymuszała mnie na koncentrowaniu się na tej części mojej głowy, rozwijaniu jej przez różne techniki, przede wszystkim nie moje. Uwierzyłam światu i to był mój błąd, przecież dziś już wiem, że nic nie jest takie na jakie wygląda. A jakie jest?
Siedząc i rozmyślając, gdzie zostałam wkręcona przez ten Świat pokazywały się obrazy, potem powstała książka, w której zostały obnażone absurdy świata i naszych wierzeń. Potem słuchadło jako kontynuacja. Teraz siedzę i pytam..... jaka jest prawda o trzecim oku, czy ono naprawdę istnieje, czy to jest kolejny przekręt jak wiele innych pewników i dogmatów.
W głowie pojawia się jakby cicha , nieśmiała myśl..............kolejny przekręt, ha, ha, ha....przekręty to natura tego świata. Jeśli coś jest przez tysiące lat kultywowane to masz jak w banku, że prawdy w tym nie ma , bo i po co? Miałaś nosić garnek na głowie i patrzeć na świat przez małą w nim dziurkę. No i nosiłaś i miałaś dziurkę w postaci trzeciego oka. To przecież twój klajster. Trzecie oko to klajster. No to wspaniałe , pomyślałam to ja rozwijając trzecie oko rozwijałam klajster, ha, ha, ha ... no bardzo śmieszne.
 To gdzie w takim razie jest świadomość postrzegania wszystkiego co istnieje?
Wszędzie, słyszę głos w swojej głowie.
Pytam dalej, jak to wszędzie ? To moja świadomość postrzegania pozazmysłowego jest poza moim ciałem?????????????
Słyszę dalej płynąca odpowiedź- wszędzie to znaczy i w tobie i na zewnątrz ciebie, kochanie.
Pokręciłam głową WOW!!!!!! To ma sens. Przecież oglądając w jasnowiedzeniu miejsca, których nie znam i w których nie ma mnie w obecnej chwili, mam o nich informacje. To samo dotyczy ludzi, zjawisk i doświadczeń. Wykraczanie poza czas liniowy przecież opiera się na tym , że moja świadomość jest wszędzie w przeszłości, przyszłości i teraźniejszości i jeszcze wielu innych wymiarach, których nawet nazw nie znam lub nie zostały stworzone. WOW!!!!, WOW!!!!! To ma ogromny sens, jak mogłam się wkręcić w coś co mnie zawężało? Jak mogłam nałożyć sobie garnek na głowę?
To nic, kochanie, to jest właśnie eksperyment, którego chciałaś doświadczyć wchodząc w tę ziemską rzeczywistość -  słyszę łagodny, kochający głos siebie samej, w swojej głowie i myślę- nikt tak pięknie, bez potępienia i oceny nie opowiadał mi o mojej głupocie. Dlaczego nie krzyczysz na mnie mój głosie wewnętrzny i zarazem zewnętrzny?
Nie o krzyki tu chodzi a o zrozumienie i wiedzę czerpaną z własnego źródła, Krzyki tu nic nie pomogą a tylko zaszkodzą . Przyzwyczaiłaś się do wyzwisk, niepochlebnych epitetów i spodziewasz się takich zachowań zawsze i wszędzie, jak tylko pomyślisz o sobie, że jesteś głupia i że świat zewnętrzny musi to podkreślić i skarcić. Bo tak jest normalnie i znów absurd. Słyszę dalej wywód w mojej głowie i na zewnątrz jej- Pomyśl teraz, że wszechświat wspiera cię i otula ciepłym słowem, energią i doświadczeniem. Dosmacza twoje życie i to jest sednem twojego życia. DOSMACZANIE:))))

A tak przy okazji w lutym Warsztaty jasnowiedzenia w Dużym Dole. Odbędą się w terminie:
14-15 lutego. Zapisy pod nr. telefonu 722-37-44-55 Monika
Zaczynamy w sobotę o godzinie 10:00 do 19:00
w niedzielę również początek o 10:00 do 18:00
W cenie kursu obiadokolacje.
Do zobaczenia


czwartek, 22 stycznia 2015

"PROSTOTA ŻYCIA".

Chrześniak mojego męża zauroczył się łapaczem dobrych myśli namalowanym specjalnie dla Izy. Kto to jest Iza? Ważna osoba w moim życiu, nic więcej nie trzeba pisać :))
- Chciałbym taki mieć - powiedział z nostalgią w głosie. Jest to chyba najlepszy obraz jaki namalowałaś pociągnął myśl, patrząc mi głęboko w oczy.
- Nie ma problemu, namaluję łapacza specjalnie dla ciebie- powiedziałam zadowolona. Pomyślałam jeszcze sobie cichutko- Wow, ktoś chce mieć te moje malutkie dziełka sztuki, mojej sztuki. Super!!!
Po kilku dniach od rozmowy usiadłam do pracy a właściwie do jego tworzenia.
Malowałam obraz z namaszczeniem chwili, myśląc o młodym chłopaku, który miał być odbiorcą a właściwie jego właścicielem. Włączyłam indiańską muzykę i weszłam w zaczarowany świat "ducha". Malowałam jakby mnie w ciele nie było a rękę prowadziło coś, co nie jest materialne, namacalne tylko eteryczne , mięciutkie i ..........nawet nie wiem jak to opisać. A wszystko zaczęło się po medytacji " Uwolnij swoją wyobraźnię". Ona naprawdę działa. Po niej zaczęłam tworzyć, malować mówić zupełnie z innego poziomu siebie samej. Nie z części człowieczej a z części własnej boskości.
Czułam się niesamowicie, jak na jakimś mega haju, przeżywałam nirwanę i magiczny spokój. Jak już ukończyłam obraz, usłyszałam we własnej głowie - tak wygląda kochanie PROSTOTA ŻYCIA.
Zaraz przypomniałam sobie, że przecież ostatni rozdział książki  "Niekończąca się historia-rozmowy ze świadomością" nosi taki tytuł. Przeczytałam go aby poszukać sensu i wydźwięku tego obrazu,
 o co chodzi i jaki jest przekaz ducha dla tego młodego człowieka?
Jeśli odnajdziesz w tym obrazie dla siebie jakąkolwiek inspirację, łączącą cię z nim nutę to wklejam tu fragment książki, aby lepiej uzmysłowić ci co ma do powiedzenia.

A tak przy okazji jest nowe narzędzie do samodzielnej pracy, tym razem płatne(20 zł.). Nosi tytuł: WOLNOŚĆ I SAMOWYSTARCZALNOŚĆ". Można go zamawiać pod adresem mailowym biedronka2406@gmail.com

A tu obraz, o którym się tak rozpisałam.




PROSTOTA ŻYCIA”.

- Czy jest jeszcze coś do dodania do książki, bo mamy takie uczucie, że zbliża się ona ku końcowi?

- Dziwnie to zabrzmi ale mówią, że końcówka książki to na pewno nie jest, aczkolwiek tej części książki końcówka to jest. Pokazują mi okładkę i tytuł, który brzmi: “Niekończąca się historia”, co oznacza niekończącą się opowieść, w takim sensie, że to o czym mówimy nigdy nie będzie miało zakończenia. Tak jak życie nie ma zakończenia, bo nie ma śmierci fizycznej, tak ta przestrzeń duchowego kontaktu nie ma końca. Natomiast dziś chcieliby porozmawiać, aby zakończyć tę część naszych spotkań takim rozdziałem, który miałby nosić nazwę: „Prostota życia”.
 Dlaczego akurat taki temat? Dlatego, że zadawałyśmy dużo pytań o znaczeniu i zabarwieniu związanym ze skomplikowanym życiem i istnieniem ludzkim oraz całej istoty. Dziś chcieliby troszkę tak paradoksalnie z uśmiechem opowiedzieć nam o prostocie życia. Zanim do tego przejdą, proponują zabawę, prosząc, by każda z nas weszła we własną przestrzeń percepcji i opowiedziała, co dla niej z całą tą wiedzą, którą posiada na dziś oznacza prostota życia. Jakbyś chciała zacząć to proszę bardzo.

- Pierwsza rzecz, która mi się nasuwa to doświadczanie, proste doświadczanie rzeczy codziennych. Ja lubię codzienność, doświadczanie bez oczekiwań efektu końcowego a bardziej bycie i kreowanie. Ważność samej akcji danego doświadczenia niż oczekiwanie jak ono ma wyglądać i zaplanowanie tego jak ona ma przebiegać, czyli bardziej bycie w tej akcji niż jej planowanie. Bycie w domu, bycie na tej swojej łódce ale też bycie z ludźmi, bycie w przyrodzie. Nie wiem, co powiedzieć bo trochę te pytanie mnie zaskoczyło.

- No właśnie mówią, to jest bardzo proste pytanie ale właściwie znalezienie odpowiedzi na nie jest trudne, bo pokazują mi że w tej chwili weszłaś w cytowanie tego wszystkiego, co nam było powiedziane. A oni mówią, że to nie o to chodzi. Proszą byś powiedziała, co w tej chwili dla ciebie oznacza proste życie w doświadczeniu czyli opowiedz konkretnie.

- No to może ty zacznij, bo ja do końca nie rozumiem tego pytania.

- Ale czy ja rozumiem, to też nie wiem. Co dla mnie proste życie oznacza? Nie wiem.

- Jedyne co mi przychodzi, to bycie w doświadczeniu. To picie kawy o poranku, bycie z nią wąchanie jej, parzenie jej, moja ulubiona filiżanka, bycie w tej chwili i w taki sposób doświadczanie każdej okoliczności. Bycie po prostu, obecność ale czy to jest to o co im chodzi, to tak raczej czuję, że nie.

- Właśnie, pokazują nam przez to ćwiczenie, że człowiek bardzo szybko przywiązuje się do konceptu z zewnątrz. Coś co zostało wypowiedziane, zostaje przez nas przyswojone i właściwie człowiek wiecznie cytuje coś, co było ale już nie jest. Nawet nasza wiedza, którą posiadamy, kiedy dzisiaj do niej wracamy jest formą cytatu, czyli czymś co jest już nieaktualne. Każde usłyszane i wypowiedziane słowo, nawet uzyskane z tej przestrzeni, z której my ściągamy informacje, dzisiaj jest już tylko cytatem, dzisiaj w tym nie ma już nas. W tym co dzisiaj powiedziałyśmy i odczułyśmy jest tylko historia, tego co się wydarzyło na tamten moment. Wiesz co oni chcą nam pokazać? Pokazują nam, że nie żyjemy w dniu dzisiejszym tu i teraz. Nie szukamy odpowiedzi teraz, na ten moment, tylko wolimy wziąć z półki gotową foremkę na ciasto. I jakbyś teraz wróciła do siebie, do dziś, to co by dla ciebie oznaczało to proste życie? Co by to było na dziś, na tę chwilę?

- Nie wiem, może ty pierwsza odpowiedz, bo ja już odpowiedziałam i nie trafiłam.

- Ale oni mnie tu zaczepiają i podpowiadają, że ja ciebie mam poprosić o to.

- Przyznam, że nie wiem, jedyne co mi przychodzi to po prostu bycie w danej chwili. Więc na ten moment jest to właśnie rozmowa z tobą i tą przestrzenią, która sprawia mi przyjemność jak i delikatną frustrację, bo nie do końca rozumiem o co chodzi. Jednak nawet ta frustracja jest częścią tego prostego życia.

- No to ja zapytałabym się, o co chodzi z tym prostym życiem, bo też tego nie rozumiem. Skoro to co Ewela mówi i ja bym właściwie powtórzyła podobne rzeczy, nie jest tym, to co jest tą prostotą życia?
Wracają w obrazie znowu do tych lodów zabajonych, które stanowią podstawę i właściwie my tą podstawą nazywamy jakieś wydarzenie, jakieś uczucie, jakąś emocję czy jakąś sytuację, która jest podstawą naszego życia. Ludzie określają to jako problem. I ta podstawa życia, ten problem nabudowuje całą naszą percepcję związaną z całym naszym życiem. My nazywamy często przyjemnością, to co jest tym zabajeniem, czyli to co jest tak naprawdę naszym problemem. Pokazują mi na przykład, że ty nazwałaś przyjemnością picie kawy z rana a oni to widzą inaczej. Pokazują, że to jest twój problem, bo to jest część twojego uzależnienia a ty z tego robisz przyjemność. Tak samo ja gdybym nazwała dzisiejsze picie herbaty przyjemnością oni by się z tym nie zgodzili. Pokazują mi to jako mój nałóg i problem, ponieważ jestem od niej uzależniona. Chęć wypicia herbaty wybudza się jako kompensata czegoś czego nie mam. Czyli tak naprawdę mogłabym tutaj wysnuć wniosek w obrazie, który mi pokazują, że my nie mamy zielonego pojęcia na czym polega prostota życia, aczkolwiek ją ciągle głosimy. Mówimy do innych – prosto żyj, prosto jedz, prosto myśl, ale my tak naprawdę nie mamy w sobie tej przestrzeni, bo ona jest zafałszowana zabajeniem, głównym problemem naszym życiowym, którego nawet nie jesteśmy w stanie określić, że to jest coś co nas zniewala, tylko robimy z tego substytut, czegoś co nazywamy pewną przyjemnością. To jest tak jakbyśmy to usprawiedliwiały, czyli zamieniały tego funkcję, rolę w naszych życiach. Z toksyny robimy coś co jest miłe, co jest dobre, co stanowi naszą radość.

- Czyli jak to się ma do doświadczania, skoro jesteśmy tutaj by doświadczać. Gdy pytamy się kim jesteśmy to mówi się nam – jesteś doświadczeniem. To jak te proste życie ma się do prostego doświadczania?

- Prostota życia w ich przestrzeni, to każdy moment, w którym jesteś w tej chwili. I nie umiem znaleźć słów, żeby wytłumaczyć to co widzę. To każdy moment bez określania tego co ja lubię, co mi sprawia przyjemność a co nie, bo ty nie wiesz z jakiego powodu odbierasz to tak naprawdę jako przyjemność. Czy to jest przyjemność czy to jest coś, co działa wbrew tobie. Pokazują mi osobę, która jest uzależniona od seksu. Ma powiedzmy 20 orgazmów w ciągu dnia i jest jej w tym przyjemnie ale dla jej ciała jest wyczerpujące, ogromnie wyczerpujące i nie ma przestrzeni na to, żeby realizować się gdzie indziej. Nie ma sił nawet na to. I ta przyjemność staje się toksyną. Pokazują mi tego człowieka jako naprawdę wymęczonego. Dlatego nas zaczepili z tą prostotą życia, żebyśmy przestały nazywać, co my lubimy a czego nie lubimy. Żeby wyjść z tej perspektywy postrzegania swojego czasu, swojej codzienności.

- Po jednodniowej przerwie witamy ponownie. Wracając do prostoty życia i zakończenia naszej książki, to coś ostatnio wybiło nas z pantałyku.

- Tak, ha ha........

- Co tam jest jeszcze do powiedzenia na ten temat? Czy jest coś do dodania, bo ja nie mam całkowitego zrozumienia, tego co nam próbowano przekazać w ostatniej sesji. Czym jest ta prostota życia?

- Pokazują przykład kulinarny, ponieważ jesteśmy w okresie obżarstwa i mówią tak: .......to tak jakby być cały czas w przestrzeni wczorajszego obiadu, być już w nowym dniu, mieć apetyt na coś nowego ale wracać do wczorajszego obiadu i go jeść. Jeść już z taką niechęcią ale i z takim poczuciem, że ten obiad musi być zjedzony. Czyli prostota życia jest niczym innym jak posiadaniem chęci na coś albo posiadaniem potrzeby zrobienia czegoś tylko w tym momencie, który w tej chwili trwa. Pokazują, że fajnym przykładem na to i bardzo spektakularnym jest moment kiedy chce ci się siku. Idziesz i nie dyskutujesz, że chce ci się siku, po prostu idziesz i oddajesz mocz.

- Ha ha, ta nasza książka, to naprawdę będzie coś.

- To jest właśnie ta prostota życia. Nie zastanawiasz się, po prostu musisz to zrobić. Masz takie poczucie przy tym, że byłoby głupotą zatrzymywać to i powiedzieć sobie- ok ja zrobię to jutro. Najważniejszy jest dany moment, ta myśl która przychodzi w tym momencie i ta spontaniczność w reakcji. To jest właśnie proste życie, bo wszędzie gdzie się wkrada jakakolwiek koncepcja tego co zrobisz dziś, już jest koncepcją przeszłości czyli jest schematem, jest gotową foremką, która już kiedyś się wydarzyła. To jest to. I mówią, że w ogóle nie rozumieją dlaczego wczorajsza sesja nami tak wstrząsnęła. A właściwie mówią, że przyczyną jest nie przerobiony temat szkoły. Mamy w swoich głowach standardy dotyczące, tego jak należy odpowiedzieć i jak szybko należy odpowiedzieć, że nie wypada nie znać odpowiedzi czy popełnić błąd. Poprawianie przez nauczyciela stanowi dla nas ogromny dyskomfort psychiczny. A oni mówią, że nawet nie było w tym żadnej poprawki tylko chęć pobudzenia nas do głębszego myślenia. W tych rozmowach nie ma w ogóle przestrzeni na jakiekolwiek karcenie. To tylko umysł ma koncepcję, że to pytanie nauczycieli z góry,ha, ha...... I też mówią – przestańcie nas traktować jako górę, bo to nie jest żadna góra tylko absolutnie integralna część nas, to jest świadomość, którą my tłumaczymy. To właściwie tyle nic tu więcej nie widzę.

- A pytanie bez pytania?

- Nie, to jest wszystko na tę część książki. Żegnamy się tym samym i czekamy na dalsze informacje kiedy indziej, może w innych okolicznościach.......
























niedziela, 11 stycznia 2015

ŁAPACZE "DOBRYCH MYŚLI".

Pewnego pięknego dnia wchodzę sobie do pokoju syna wołając od progu :
- Kądziu zjesz obiad?
Głos zawisł mi na końcu języka, na sztaludze zobaczyłam właśnie kończony przez niego obraz łapacz snów. Zatkało mnie z zachwytu. Kądziu, powiedziałam to jest niesamowite, przepiękne i mistyczne. Nic tylko się zakochałam w łapaczach snów. Indiańskie dzieła sztuki, pomyślałam w jednej chwili, że przecież mogę zmienić ich przeznaczenie i malować łapacze dobrych myśli. Tak, łapacze dobrych myśli, zdecydowanie staną się elementem mojej mazaniny - tak pomyślałam i zapytałam swojego syna:
- Słuchaj kochany, czy ty nie będziesz miał nic przeciwko jak mamusia podkradnie ci temat?
Konrad odpowiedział : nie, maluj sobie ile chcesz, prześlę ci mailem stronki ze wzorami.
No i zaczęła się przygoda, jeszcze nigdy tyle radości z rysowania kółek, koralików, piórek nie miałam. Ludzie przyjeżdżający na warsztaty właśnie zabierali ze sobą moje łapacze. Dostawali w prezencie, jeszcze inni kupowali. Pomyślałam sobie, że w nich coś jest takiego dziewiczego i pierwotnego. Byłam i jestem pod ich urokiem:))))
Los tak chciał, że zaczęłam je malować dla indywidualnych ludzi z przekazem, jakim a kto to wie? To przecież przekaz dla samych zainteresowanych. Nie wściubiam nosa w nie swoje sprawy. Wczoraj usiadłam do sztalugi i pomyślałam: dlaczego nie namalować łapacza dobrych myśli dla siebie i swojego domu? I jak szalona inspirowana ważkami całego świata zaczęłam tworzyć.
Dlaczego ważka - spytałam siebie?
Nie mam pojęcia ale coś bardzo silnego pchało mnie właśnie w stronę tego owada, pięknego, szybkiego, niesamowicie zwrotnego. To musi mieć jakiś głębszy sens, pomyślałam i spytałam siebie jaki? Usłyszałam w głowie odpowiedź - ważka to szybkość i gwałtowność zmian w życiu na dobre. To tsunami wywracające życie do góry nogami. Morze polecę do Australii skoro do góry nogami. Jako dziecko wierzyłam, że tam chodzi się głową do Ziemi a nogi są w górze:))))
I oto proszę efekt mojego malowania. Zrobiłam sobie prezent.


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Kurs Jasnowiedzenia

Moi mili mam przyjemność zaprosić wszystkich chętnych na Warsztaty Jasnowiedzenia.

Najbliższe odbędą się 17 - 18 stycznia w Dużym Dole koło Warszawy.
17 stycznia - 10:00 - 19:00
18 stycznia - 10:00 - 18:00
Koszt 1200 zł.
więcej: http://metodaddw.pl/kurs-jasnowiedzenia

Zapisy : biedronka2406@gmail.com
tel : 722-37-44-55