KĄCIK PORAD

Jestem life designer oraz nauczycielem autorskiej metody uzdrawiania duchowego "DELICIOUS LIFE". http://metodaddw.pl/

Chętnie służę pomocą. Można wysyłać do mnie maile z zapytaniami lub kontaktować się na skype. Zapraszam na kurs metody DELEKTOWANIE ŻYCIEM.

biedronka2406@gmail.com

poniedziałek, 9 maja 2016

Kurs metody „Delektowanie życiem” /„Delicious Life” w plenerze.

Kurs metody „Delicious Life” w plenerze.
Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delicious Life"
Przewidziane atrakcje: piknik, spływ kajakowy i wspólne biesiadowanie.
terminy kursów: 
10 - 12 czerwca 2016 r.
17 - 19 czerwca 2016 r.
24 - 26 czerwca 2016 r.
kameralna grupa.
zapisy i wszelkie szczegóły:
http://metodaddw.pl/

środa, 20 kwietnia 2016

Kurs metody „Delicious Life” w Kobylinie koło Grójca 6 - 8 maja.

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delicious Life"
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy
termin kursu: 6 - 8 maja 2016r.
miejsce kursu: http://www.palackobylin.pl/
kameralna grupa do 10 osób
zapisy i wszelkie szczegóły:
http://metodaddw.pl/


środa, 6 kwietnia 2016

„PRZYLĄDEK SMAKU NADZIEI”.


Od wczoraj jestem na polskiej ziemi. Jakoś mi dziwnie. Dobrze, że ciepło chociaż napłynęło razem z nami do Polski. Nie ma szoku termicznego choć szok kulturowy, geograficzny i energetyczny jest.
Bajkowy i mistyczny świat za mną a przede mną powrót do pracy i tutejszych realiów życia.
Bali jednak zostanie we mnie na zawsze. Przylądek smaku nadziei. Tak, Bali to obszar, w którym widzi się dobre życie choć czasem trudne. Tam zawsze nadzieja umiera ostatnia lub wcale nie umiera. Balijskie uśmiechy, otwartość i inna filozofia życia. Tu akceptuje się go i jego mistyczny wymiar. Po raz pierwszy w życiu na tej ziemi poczułam szacunek społeczny dla mojej pracy. Balijski dukun czyli uzdrowiciel jest postacią szanowaną społecznie. Jego pracę traktuje się poważnie i nikt nie ma wątpliwości do jej zasadności. Poczułam się tam jak w domu. Przepełnił mnie smak nadziei, że od tego momentu sama zacznę darzyć ogromnym szacunkiem to co potrafię i to co robię.
Uzdrowiciel balijski i uzdrowiciel polski niby to samo a zupełnie co innego. Na razie stoję w rozkroku ale jutro być może będę dukunem w polskim wydaniu.
Na Bali ludzie przynoszą dary uzdrowicielowi aby wzmocnić jego siłę duchową. W Polsce narzekają, że muszą za wizytę zapłacić. Tam cała społeczność pracuje w energii aby szaman miał wsparcie duchowe od pozostałych a w Polsce kwestionuje się umiejętności szamana.
Na Bali kocha się przewodników, przywódców a w Polsce się ich nie lubi i kwestionuje ich uczciwość. Nie lubimy ludzi widocznych, działających, udzielających się. Na Bali oni właśnie dostają wsparcie i błogosławieństwo. Przyleciałam z Bali z nadzieją, że w Polsce będziemy wspierać ludzi a nie podkładać im kłody pod nogi mówiąc:
A co on tam wie, co on tam potrafi, co z niego za jasnowidz- jak z koziej dupy trąba i takie tam popularne powiedzenia. Prawda jest taka, że nie szanujemy się drodzy rodacy a Balijczycy mają do siebie szacunek, uśmiech, pomocną dłoń i ogromną dawkę cierpliwości oraz spokoju w sercu.
Czy wiecie, że dzieci na Bali nie płaczą, tak są kochane przez całą społeczność a ludzie starsi szanowani, bo młodzi wierzą, że zawdzięczają im wszystko?

Tak, to prawda a 95%małżeństw jest zawierana z miłości. Przylądek idealny? Raczej nie. Byłby, gdyby nie system kastowy i śmieci ale i to powoli się zmieni.


czwartek, 3 marca 2016

Kurs metody „Delicious Life” w Kobylinie koło Grójca 15 - 17 kwietnia.

Serdecznie zapraszam na kurs metody "Delicious Life"
 
do Kobylina koło Grójca 50km od Warszawy :)
termin kursu: 15 - 17 kwietnia 2016r.

miejsce kursu: http://www.palackobylin.pl/
kameralna grupa do 10 osób
zapisy i wszelkie szczegóły:
http://metodaddw.pl/

czwartek, 18 lutego 2016

" Artefakty".




Jak już kiedyś pisałam, wszystko gada, wszystko się komunikuje. Ale co gada zapytacie - a ja na to - dosłownie wszystko!
Ziemia gada i do tego niedawno odkryłam, że pod spodem, pod jej historią gada swoim pierwotnym językiem. Bez naleciałości, anglizmów, nowosłowia. Gada artefaktami, pierwotnymi zapisami.
To niemożliwe - kiedyś tak myślałam. To historia przecież buduje obraz rzeczywistości, który odbieram. Dziś wiem, że pod historią jest pradawny zapis. To dotyczy również każdego człowieka.
Pod jego historią, jego przeżyciami jest pierwotny rdzeń, pierwotna pieśń i ona coraz głośniej jest słyszalna. Przebija się przez wszystkie warstwy tego kim nie jesteśmy a staliśmy się dzień po dniu udając tych, których w nas nie ma. Już gada, krzyczy, rozpiera.
Gada drzewo, gada dom, gada kamień, gada morze, ocean, każdy strumyk.
Jak je usłyszeć?
Jak usłyszeć ich artefakt?
Przebij się umysłem poza świadomość zbiorową, wejdź głębiej, przekrocz umysłem wiedzę i wszystko co wiesz. Nie szukaj odpowiedzi w pamięci ni w wiedzy książkowej. Omiń historię, przypuszczenia i namacalne fakty.
Stań goły dziś i słuchaj …….
Usłyszysz dziwne rzeczy, nie raz cię zszokują, nie raz rozpłaczesz się zdając sobie sprawę z własnej ignorancji…..
Nie raz popukasz się w głowę i powiesz – jak mogłam tak myśleć?
O naprawdę to jest tak, myślałem inaczej?
Wszystkie mity zostaną ci odebrane, jesteś na to gotowy?

Czy wiesz, że wchodząc do lasu powinieneś się przedstawić i spytać czy możesz być gościem tego miejsca?
Czy wiesz, że jak dostaniesz zaproszenie powinieneś dać coś z siebie gospodarzowi?
Spytasz – ale co? Chociażby podnieś śmieć z leśnej ścieżki. Pobłogosław to miejsce, wtedy nawiązujesz stałą relację i więź. Zaprzyjaźniasz się i wychodząc z tego miejsca nie tracisz go bezpowrotnie, wprost przeciwnie, zyskujesz przyjaciela na zawsze. To miejsce będzie cię wspierać i zasilać swoim artefaktem. Staniesz się uzupełniony o mądrość, której dałeś uwagę. Popłynie od źródła do źródła bez pośredników i zniekształceń świadka opisującego historię.
Stanie się jeszcze jeden cud- zobaczysz człowieka jako artefakt. Nie będziesz w nim widział historii, będziesz w nim widział duszę a z tego wymiaru postrzegania nie ma już emocji, oczekiwań ani intencji. Jest czysta informacja od źródła do źródła. Od Boga do Boga………



„ Ćwierć buraka”.



Wykopki – na dobre rozgościły się w moim życiu. Ciągle jest coś do odkopania, przejrzenia i do przyglądnięcia się. Cały czas trwa okres żniw.
Wykopki to taka część mnie, która zawsze doprowadza do wykopalisk na skalę odkryć prastarych prawd. Nazywam je artefaktami. Powinnam dostać za nie nagrodę Pulitzera, ale na poważnie to przypominam sobie, że jako dziecko chciałam zostać archeologiem. Nie zostałam ale ……
Moje wykopki trwają przez całe życie. Raz wykopię marchew a raz ćwierć buraka.
Innym razem kawał selera.
Wszystko to naturalne kopaliny matki Ziemi. Od lat w niezmienionej formie.
Choć człowiek je modyfikuje, krzyżuje to jednak wciąż kopaliny pod różnymi nazwami. Mają w sobie ten rdzeń, który tworzy z nich zawsze marchewkę lub zawsze pora. Artefakt. Choć z zewnątrz może nie przypominać już selera to w środku, pod spodem selerem zawsze jest. To kwintesencja, która nigdy się nie zmienia. Wokół niej nabudowują się doświadczenia, eksperymenty, cudze przemyślenia i własne skrzywione myślory. Jednak środek jest zawsze niezmienny, dziewiczy, pierwotny. Pod zabudową osiedlową, gęsto postawionych domów jest wciąż ta sama dziewicza ziemia, której jeszcze nikt nie dotkną swoją nogą ani projektem. Wciąż tam jest. Zawsze możesz do niej dotrzeć rozbierając osiedle i biorąc udział w wykopkach. Znajdziesz tam zawsze ćwierć buraka lub całą marchew.
Twoja kwintesencja nigdy nie znika, zawsze pod spodem dla ciebie jest. Czeka cierpliwie na żniwa, wykopki i znów żyzną ziemię, którą obsadzisz tym razem w zgodzie z jej artefaktem.
Pod twoim „Ja” jest artefakt tego kim jesteś.
Jak do niego dotrzeć? Dobre, ty mi powiedz!
Słyszałaś takie powiedzenie „ Uderz w stół a nożyce się odezwą?”
No tak oczywiście, kto by nie słyszał. To ulubione powiedzenie polaków.
W twoim ciele są takie miejsca, w których znajdują się artefakty, jest ich tysiące a może i miliony. Kto by je zliczył. Jeśli do nich zapukasz, czyli uderzysz w przysłowiowy stół, odezwą się.
Są takie punkty w ciele i są takie słowa klucze, poprzez które dostaniesz się do swoich artefaktów.
Ja to już wiem, mam codzienne wykopki i zbieram po ćwierć buraka. Potrwają, aż zbiorę całość i stanę się tylko artefaktem.