Miałam kiedyś piękny sen. Sen, który stał się wskazówką w moim życiu.Drogowskazem do zmian i zrozumienia procesów duchowych.
Zawsze miałam pragnienie naprawiania świata i myślałam, że trzeba zacząć od innych nie od siebie---- ale Ci którzy to będą czytać już doskonale wiedzą,że aby cokolwiek zmienić trzeba zacząć od siebie.
Świat a właściwie sposób naprawiania jego pokazany mi został we śnie, no może jeden ze sposobów, bo mam przeczucie,że jest ich znacznie więcej. Jednym z nich jest właśnie WSPÓLNA MODLITWA.
W kwestii wyjaśnienia , nie jestem katoliczką, muzułmanką ani wyznawcą innych religii. Nie jestem ani za ani przeciw żadnej z nich. Jestem człowiekiem głębokiej wiary w bezpośredni kontakt ze Stwórcą. Bardzo wierzę i ta wiara pozwala mi w miarę normalnie żyć. Zawsze się śmieję i żartuję ze znajomymi,że nie jestem wierząca , jestem raczej "uduchowiona".
Do rzeczy. Sen rozpoczął się od pokazania mi sali lekcyjnej, w której znajdowali się sami dorośli ludzie.
Ja, gdzieś trochę nad sufitem jako obserwator. Nad salą unosiła się taka ciemna chmura z szaro-czarną poświatą. Ci ludzie mieli tego świadomość i któryś z nich rzucił hasło -- pomódlmy się .
Zaczęli się modlić i ja z góry do tych modlitw się również dołączyłam. To co się wydarzyło w trakcie było niewiarygodne. Ciemne chmury rozstępowały się, potem znikały a na ich miejsce napływały tęczowe kolory. Potem krystalicznie czyste powietrze zapanowało nad całą salą.
Po skończonej modlitwie wszyscy skierowali się do wyjścia, ale wyjście stanowiły wielkie otwarte drzwi a za nimi ogromna przestrzeń, piękna zielona, górzysta droga, śpiew ptaków, przepiękne zapachy.
W drzwiach stała kobieta, która dawała bilety wszystkim, którzy udawali się w tę drogę. Nagle zobaczyłam z boku kolejki do wyjścia dziewczynę, ubraną jak kloszard z wielką hipisowską torbą, wystraszoną, wyobcowaną z wielkimi pięknymi oczami. Podeszła do bileterki i spytała:
---Czy ja też mogę iść, czy ja też zasługuję na tę drogę?
Bileterka dała jej bilet i mocno uściskała mówiąc:
-- Jeśli tylko chcesz, jeśli tylko chcesz.......
Patrząc na to wszystko z góry płakałam ze wzruszenia we śnie i zrozumiałam, że nikt w obliczu Boga nie jest lepszy ani gorszy. Wszyscy jesteśmy jednością i wszyscy jesteśmy godni iść TĄ DROGĄ. Bez wyjątku, bez względu na wiarę, sposób życia, bycia, poglądy, uczynki itd.
Pisząc to łzy lecą mi ze wzruszenia. Jeszcze raz przypominam sobie tę silę modlitwy i to jak pięknie iść razem w grupie nie oceniając, nie potępiając tylko przygarniając innych, przytulając bo wszyscy jesteśmy w drodze.
KOCHAM WAS MONIA.
KĄCIK PORAD
Jasnowidz Monika Sunflower Jakubczak.
Możesz kontaktować się ze mną:
biedronka2406@gmail.com
Strony
niedziela, 27 marca 2011
sobota, 26 marca 2011
AUTYZM U DZIECI.
Ten bardzo ciekawy i kontrowersyjny temat znalazłam u Marcina na blogu http://rawstaurant.blogspot.com/.
Uznałam temat za ważny i pozwoliłam sobie skopiować go aby więcej osób mogło go przeczytać i przemyśleć sprawę.
Nie po raz pierwszy spotykam się z informacjami o cofaniu autyzmu zwłaszcza poszczepiennego u dzieci, ale pierwszy raz po Polsku.
Przekazuję tą informacje dalej, bo uważam, że są to ciekawe rzeczy.
Są jeszcze inne jego filmiki na kanale Kryształowego Jogina.
Pozdrawiam i miłego odbioru!!!
Uznałam temat za ważny i pozwoliłam sobie skopiować go aby więcej osób mogło go przeczytać i przemyśleć sprawę.
Nie po raz pierwszy spotykam się z informacjami o cofaniu autyzmu zwłaszcza poszczepiennego u dzieci, ale pierwszy raz po Polsku.
Przekazuję tą informacje dalej, bo uważam, że są to ciekawe rzeczy.
Są jeszcze inne jego filmiki na kanale Kryształowego Jogina.
Pozdrawiam i miłego odbioru!!!
czwartek, 24 marca 2011
PATRZCIE NA ZNAKI.
Dziś przekazu nie będzie , będzie natomiast z życia wzięte pół żartem pół serio.
Historia miała początek parę lat temu, jeszcze kiedy mieszkałam w Warszawie.
Dostałam przekaz odnośnie zmiany miejsca zamieszkania i w ogółe żeby w życiu patrzeć na znaki dawane nam ze wszystkich stron. Przekazu oryginalnego nie mam więc nie będę go odtwarzać z głowy , bo może stracić sens. I lepiej nie pytajcie mnie dlaczego go nie mam, bo historia jest związana z kompletnym zanegowaniem zmian i chęcią powrotu do struktur społecznych. No nic było minęło dostałam po głowie , parę guzów ale przekazów nie dało się odtworzyć.
No, ale do rzeczy.Stanęliśmy z mężem przed wyborem pod tytułem " co dalej w naszym życiu". Trzeba wybrać kierunek ,w którym będziemy mieszkać. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie teraz, północ Polski już była a w przekazie było powiedziane TAM GDZIE NIE BYWACIE, dobre sobie, no nie bywamy w wielu miejscach , też podpowiedź.
I nadszedł ten moment----nasz pies dostał w nocy rozstroju żołądka i prosił o spacer. Nie byłoby w tym nic wkurzającego gdyby to nie było o 2 w nocy.
Oczywiście było przepychanie kto ma wyjść--- to znaczy udawanie kto nie słyszy skrobania Duli do drzwi wyjściowych, bo tak się odbywał komunikat " chcę na spacerek."
Ja udawałam lepiej że śpię i nic nie słyszę, mąż miał lepsze serce, ubrał się i wyszedł mrucząc coś pod nosem. Do dziś nie wiem czy było to cenzuralne.
Noc była jasna, niebo zachmurzone i wiał wiatr.
Mąż zawsze lubił obserwować gwiazdy, jakoś to go wyciszało , uspokajało i sprawiało przyjemność. Tym razem Dula robiła swoje a Mąż spojrzał na niebo i zobaczył ----chmury, z pod których wyłaniały się gwiazdy oświetlone blaskiem księżyca.To może nic dziwnego w tym by nie było, gdyby nie to,że gwiazdy układały się w strzałkę a właściwie w strzałę skierowaną wyraźnie na południe.
Podekscytowany przyleciał do domu dobrze ,że nie zapomniał psa, bo czasem w zamyśleniu mu się to zdarzało. Nie spałam, czekałam aż mi opowie co tam z jej brzuszkiem. Ale brzuszek zszedł na drugi plan a na pierwszy wysunął się kierunek naszej podróży w przyszłość.
Znak z niebios dosłownie i w przenośni został odczytany i już wiedzieliśmy dokąd mamy się udać.
Za pół roku już siedzieliśmy przed domem pod Rzezowem oglądając przebiegające sarny przez ogród,
czarne wiewiórki , bażanty, koty sąsiadów i inne zwierzęta nie obecne w mieście.
Niestety Duli już z nami nie było, odeszła do lepszych wymiarów.
Jestem tu bardzo szczęśliwa, poznałam wspaniałych ludzi, zaprzyjaźniłam się, zregenerowałam po mieście. Znów się śmieję i wiem ,że dalej jestem w drodze. Znów wypatruję znaków gdzie teraz mam iść.
Takie wskazówki są nam dawane każdego dnia.Trzeba tylko nastawić na nie swoje radary. Znaki są delikatne, cichutkie , prawie poetyckie. Nie mają nic wspólnego z nachalnością. Same nie przychodzą , musisz o nie poprosić i czekać aż przyjdą. A jak już przyjdą to je rozszyfrować , w sumie to bardzo fajna zabawa jest, przygoda z Aniołkami tak o tym mówię.
Czasem wyciągam sobie książkę i na chybił trafił otwieram na jakiejś stronie przedtem zadając pytanie. Zawsze dostanę odpowiedź trafną aczkolwiek nie zawsze przyjemną . Nie , nie--- nasi przyjaciele nam nie kadzą, są szczerzy aż do bólu i za to ich kocham najbardziej na świecie.
Kochani patrzcie na znaki dawane nam każdego dnia . Każdy z Nas ma przewodników , aniołów stróży, istoty świetliste i jak zwał tak zwał. Przyjmijmy do swojego życia ich pomoc ---- naprawdę jest łatwiej żyć. GWARANTUJĘ.
Historia miała początek parę lat temu, jeszcze kiedy mieszkałam w Warszawie.
Dostałam przekaz odnośnie zmiany miejsca zamieszkania i w ogółe żeby w życiu patrzeć na znaki dawane nam ze wszystkich stron. Przekazu oryginalnego nie mam więc nie będę go odtwarzać z głowy , bo może stracić sens. I lepiej nie pytajcie mnie dlaczego go nie mam, bo historia jest związana z kompletnym zanegowaniem zmian i chęcią powrotu do struktur społecznych. No nic było minęło dostałam po głowie , parę guzów ale przekazów nie dało się odtworzyć.
No, ale do rzeczy.Stanęliśmy z mężem przed wyborem pod tytułem " co dalej w naszym życiu". Trzeba wybrać kierunek ,w którym będziemy mieszkać. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie teraz, północ Polski już była a w przekazie było powiedziane TAM GDZIE NIE BYWACIE, dobre sobie, no nie bywamy w wielu miejscach , też podpowiedź.
I nadszedł ten moment----nasz pies dostał w nocy rozstroju żołądka i prosił o spacer. Nie byłoby w tym nic wkurzającego gdyby to nie było o 2 w nocy.
Oczywiście było przepychanie kto ma wyjść--- to znaczy udawanie kto nie słyszy skrobania Duli do drzwi wyjściowych, bo tak się odbywał komunikat " chcę na spacerek."
Ja udawałam lepiej że śpię i nic nie słyszę, mąż miał lepsze serce, ubrał się i wyszedł mrucząc coś pod nosem. Do dziś nie wiem czy było to cenzuralne.
Noc była jasna, niebo zachmurzone i wiał wiatr.
Mąż zawsze lubił obserwować gwiazdy, jakoś to go wyciszało , uspokajało i sprawiało przyjemność. Tym razem Dula robiła swoje a Mąż spojrzał na niebo i zobaczył ----chmury, z pod których wyłaniały się gwiazdy oświetlone blaskiem księżyca.To może nic dziwnego w tym by nie było, gdyby nie to,że gwiazdy układały się w strzałkę a właściwie w strzałę skierowaną wyraźnie na południe.
Podekscytowany przyleciał do domu dobrze ,że nie zapomniał psa, bo czasem w zamyśleniu mu się to zdarzało. Nie spałam, czekałam aż mi opowie co tam z jej brzuszkiem. Ale brzuszek zszedł na drugi plan a na pierwszy wysunął się kierunek naszej podróży w przyszłość.
Znak z niebios dosłownie i w przenośni został odczytany i już wiedzieliśmy dokąd mamy się udać.
Za pół roku już siedzieliśmy przed domem pod Rzezowem oglądając przebiegające sarny przez ogród,
czarne wiewiórki , bażanty, koty sąsiadów i inne zwierzęta nie obecne w mieście.
Niestety Duli już z nami nie było, odeszła do lepszych wymiarów.
Jestem tu bardzo szczęśliwa, poznałam wspaniałych ludzi, zaprzyjaźniłam się, zregenerowałam po mieście. Znów się śmieję i wiem ,że dalej jestem w drodze. Znów wypatruję znaków gdzie teraz mam iść.
Takie wskazówki są nam dawane każdego dnia.Trzeba tylko nastawić na nie swoje radary. Znaki są delikatne, cichutkie , prawie poetyckie. Nie mają nic wspólnego z nachalnością. Same nie przychodzą , musisz o nie poprosić i czekać aż przyjdą. A jak już przyjdą to je rozszyfrować , w sumie to bardzo fajna zabawa jest, przygoda z Aniołkami tak o tym mówię.
Czasem wyciągam sobie książkę i na chybił trafił otwieram na jakiejś stronie przedtem zadając pytanie. Zawsze dostanę odpowiedź trafną aczkolwiek nie zawsze przyjemną . Nie , nie--- nasi przyjaciele nam nie kadzą, są szczerzy aż do bólu i za to ich kocham najbardziej na świecie.
Kochani patrzcie na znaki dawane nam każdego dnia . Każdy z Nas ma przewodników , aniołów stróży, istoty świetliste i jak zwał tak zwał. Przyjmijmy do swojego życia ich pomoc ---- naprawdę jest łatwiej żyć. GWARANTUJĘ.
środa, 23 marca 2011
CO MI W DUSZY GRA ?
przekaz z 23-03-2011r.
Znów przeddzień wielkich zmian.
Co lubię ? Nie wiem - wiem co mówiono, że lubię.
Jaka jestem ? Nie wiem, wiem jaka powinnam być aby mnie ceniono.
Miłość, co oznacza dla mnie miłość ?--- Nie wiem!!!!!!
To puste słowo, slogan.
Mówiono mi, że jak będę grzeczna to mama będzie mnie kochać.
Co lubię ? ---- lubię śmiech, radość, prostotę.
Jaka jestem ?----- Jedyna w swoim rodzaju.
Co oznacza dla mnie miłość ?------ To zalewająca fala ciepła w sercu. To chęć objęcia ramionami całego świata. Przytulanie wszystkiego i wszystkich. To chęć łączenia się, to poczucie bycia razem, poczucia przynależności, to radość odczuwana każdego dnia każdym członkiem mojego ciała.
Miłość to brak punktu odniesienia.
To zjednoczenie, zespolenie.
Czy jesteś gotowa na miłość? Czy jesteś gotowa prowadzić otwarty dom? Czy jesteś gotowa na wspólne życie?
Pomyśl o tym, jutro wrócimy do tematu.
Dlaczego o tym mówimy --- nie bez powodu. Nadchodzą takie czasy, że miłość będzie potrzebna w praktyce.
Będziesz mieć okazję aby słowa, deklaracje stały się czynem. Czy przyjmiesz obcych pod swój dach, czy przyjmiesz nieznajomych do swojej rodziny?
Czy podzielisz się swoimi dobrami?
Czy połączysz się ze swoją duchową rodziną?
Znów przeddzień wielkich zmian.
Co lubię ? Nie wiem - wiem co mówiono, że lubię.
Jaka jestem ? Nie wiem, wiem jaka powinnam być aby mnie ceniono.
Miłość, co oznacza dla mnie miłość ?--- Nie wiem!!!!!!
To puste słowo, slogan.
Mówiono mi, że jak będę grzeczna to mama będzie mnie kochać.
WPUŚĆ MIŁOŚĆ DO SWOJEGO ŻYCIA.
Co lubię ? ---- lubię śmiech, radość, prostotę.
Jaka jestem ?----- Jedyna w swoim rodzaju.
Co oznacza dla mnie miłość ?------ To zalewająca fala ciepła w sercu. To chęć objęcia ramionami całego świata. Przytulanie wszystkiego i wszystkich. To chęć łączenia się, to poczucie bycia razem, poczucia przynależności, to radość odczuwana każdego dnia każdym członkiem mojego ciała.
Miłość to brak punktu odniesienia.
To zjednoczenie, zespolenie.
Czy jesteś gotowa na miłość? Czy jesteś gotowa prowadzić otwarty dom? Czy jesteś gotowa na wspólne życie?
Pomyśl o tym, jutro wrócimy do tematu.
Dlaczego o tym mówimy --- nie bez powodu. Nadchodzą takie czasy, że miłość będzie potrzebna w praktyce.
Będziesz mieć okazję aby słowa, deklaracje stały się czynem. Czy przyjmiesz obcych pod swój dach, czy przyjmiesz nieznajomych do swojej rodziny?
Czy podzielisz się swoimi dobrami?
Czy połączysz się ze swoją duchową rodziną?
poniedziałek, 21 marca 2011
DO WSZYSTKICH WĄTPIĄCYCH
Kochani , dostałam maile od ludzi, którym jest trudno podjąć decyzje o powrocie do kraju . Są świadomi nadchodzących zmian i poprosili mnie o pomoc. Uznałam temat za ważny i poprosiłam o przekaz.
przekaz z 21-03-2011 r.
Nauczono Was wątpić, poddawać w wątpliwość, analizować, przesypiać się z tematem.
Zimna kalkulacja na piedestale, zimny ogląd, chłodne spojrzenie.
Załatwialiście do tej pory wszystko za pomocą logicznego umysłu --- bilans zysków i strat.
Tak Was nauczono aby zawsze był zysk związany z każdą podejmowaną decyzją.
Teraz już się tak nie da.
Teraz jest czas " musisz coś stracić aby coś zyskać". Aby zyskać nowe życie musisz stracić stare--- nawet logiczne to jest !
Kiedy przychodzi czas decyzji opanowują Was lęki związane z przyszłością, pojawiają się w głowie tysiące pytań co dalej, jakie będą konsekwencje takiej opcji a jakie takiej ?
Robicie tabele, wykresy, prognozy i nie wiem co tam jeszcze. Wszystko co proste utrudniacie wchodząc w labirynty umysłu.
Tak naprawdę to jest proste , WASZE SERCA WIEDZĄ, ZAWSZE WIEDZĄ.
Zadajcie sobie pytanie, co byś zrobił, jakby Twoje życie nie miało uprzęży materialnej, gdzie byś był, co byś robił?
Jak byłbyś wolny od zobowiązań, niezależny, gdzie byś wtedy był?
PATRZ SERCEM, DOKONUJ WYBORÓW SERCEM. UNIEZALEŻNIJ SIĘ OD WĄTPLIWOŚCI , KALKULACJI.
BĄDŹ ŚWIADOM , CO CZUJE TWOJE SERCE I TYLKO TO JEST WAŻNE.
TY DECYDUJESZ JAK WYGLĄDA TWOJE ŻYCIE.
Wiele osób pyta, czy mają wrócić do Polski, szczególnie z USA.
Każdy musi decydować sam. Macie wolną wolę. Macie rozum i macie serce. Każdy jest odpowiedzialny sam za swoje życie i to on sam odpowiada co do niego przyciągnie.
przekaz z 21-03-2011 r.
Nauczono Was wątpić, poddawać w wątpliwość, analizować, przesypiać się z tematem.
Zimna kalkulacja na piedestale, zimny ogląd, chłodne spojrzenie.
Załatwialiście do tej pory wszystko za pomocą logicznego umysłu --- bilans zysków i strat.
Tak Was nauczono aby zawsze był zysk związany z każdą podejmowaną decyzją.
Teraz już się tak nie da.
Teraz jest czas " musisz coś stracić aby coś zyskać". Aby zyskać nowe życie musisz stracić stare--- nawet logiczne to jest !
Kiedy przychodzi czas decyzji opanowują Was lęki związane z przyszłością, pojawiają się w głowie tysiące pytań co dalej, jakie będą konsekwencje takiej opcji a jakie takiej ?
Robicie tabele, wykresy, prognozy i nie wiem co tam jeszcze. Wszystko co proste utrudniacie wchodząc w labirynty umysłu.
Tak naprawdę to jest proste , WASZE SERCA WIEDZĄ, ZAWSZE WIEDZĄ.
Zadajcie sobie pytanie, co byś zrobił, jakby Twoje życie nie miało uprzęży materialnej, gdzie byś był, co byś robił?
Jak byłbyś wolny od zobowiązań, niezależny, gdzie byś wtedy był?
PATRZ SERCEM, DOKONUJ WYBORÓW SERCEM. UNIEZALEŻNIJ SIĘ OD WĄTPLIWOŚCI , KALKULACJI.
BĄDŹ ŚWIADOM , CO CZUJE TWOJE SERCE I TYLKO TO JEST WAŻNE.
TY DECYDUJESZ JAK WYGLĄDA TWOJE ŻYCIE.
Wiele osób pyta, czy mają wrócić do Polski, szczególnie z USA.
Każdy musi decydować sam. Macie wolną wolę. Macie rozum i macie serce. Każdy jest odpowiedzialny sam za swoje życie i to on sam odpowiada co do niego przyciągnie.
sobota, 19 marca 2011
BOMBA MIŁOŚCI
przekaz z 19-03-2011 r.
GDZIE TKWI SEKRET DOBRYCH RELACJI W RODZINIE ?
Jedni dają drudzy biorą. Świat podzielił się na dawców i biorców a potrzeba czasu jest inna.
Potrzebni są dawcy i biorcy w symbiozie. Jak sami wiecie to obopólna korzyść.
Najlepiej ten stary podział ról jest widoczny w rodzinach. Tu wszyscy idealnie dopasowali się do swoich ulubionych ról i ani myślą z nich zrezygnować. Jeszcze do tego czują się pokrzywdzeni jak ktokolwiek chce im odebrać prawo do bycia biorcą lub dawcą.
Wytrąceni z równowagi okolicznościami stają na straży gotowi oddać za swoje role życie, ale narzekają, pomstują, przeklinają swój los. Prawda jest taka, że każdy umościł się w swojej roli, osiadł, zapuścił korzenie i tak mu dobrze jest. Od czasu do czasu ponarzeka ale dalej robi swoje.
Dlaczego ? Dlaczego tak bardzo przywiązujecie się do swoich ról, których już nie chcecie odgrywać w swoim życiu ?
Pomyślcie nad tym przez chwilę !
Zatrzymajcie się tu i odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, którą rolę ja odgrywam w życiu ?
Jak odpowiesz przejdź do dalszego czytania.
Miłość to również równowaga w dawaniu i braniu a rodzina jest jak szwajcarski zegarek.
Składa się z elementów, które precyzyjnie do siebie pasują. Jeśli jeden element się psuje, reszta też szwankuję. Dlatego jest tak ważne aby w rodzinie panowała harmonia, wspólnota, wzajemne zrozumienie, wsparcie, dawanie i branie. Nikt nie może się czuć wykorzystywany, bo cała rodzina będzie chora.
W rodzinie musicie nauczyć się przejmowania swoich ról, raz jesteś kucharzem, raz sprzątaczką, raz matką, raz ojcem. Wszystkie role w rodzinie musisz znać. Jeśli któreś z was ma słabszy czas ten drugi musi przejąć jego rolę. Dawaj i bierz równocześnie. Nie narzekaj ,że on nie wypełnia swojej roli ---- Jakiej roli? O czym mówisz ?
Jeśli uważasz ,że nie wypełnia swojej roli, którą mu przeznaczyłeś to się sam za nią zabierz a zobaczysz natychmiastowe efekty. Twój partner natychmiast przejmie Twoje role --- tak to działa, daj coś z siebie, daj z siebie więcej a więcej z siebie da Twój partner.
Będziesz zaskoczony.
Jeśli określiłeś się jako dawca teraz czekaj aż dostaniesz !!!!!!!!
Jeśli jako biorca , daj a będziesz miał więcej miłości od innych .
I tak na zmianę jak koło fortuny, raz na dole raz na górze. To jest najprostszy sposób uzdrowienia rodziny, związków przyjacielskich, związków międzyludzkich.
RÓWNOWAGA W DAWANIU I BRANIU
DAWAJ I PRZYJMUJ W MIŁOŚCI.
No dobrze ale jeśli w rodzinie nie ma chęci do współpracy to co wtedy?
Nikt na siłę nie przywiązał Cię do danych okoliczności. Pamiętaj w życiu szukaj harmonii i bądź tylko tam, gdzie czujesz, że to jest dla ciebie ok.
Wyjdź z roli jedynie dawcy lub jedynie biorcy. Wychodząc z tych ról wszystko się może zdarzyć. Pamiętaj jednak,że idziesz w kierunku symbiozy i to jest najważniejsze.
Aby napłynęło coś nowego musi stare odejść. Sam decyduj.
Rozumiem, że jak dokonam słusznego wyboru to BOMBA MIŁOŚCI JEST MOJA.
czwartek, 17 marca 2011
LIST Z JAPONII
ZAWSZE ZWYCIĘŻA ŚWIATŁO
List z blogu-15.03.2011 , przetłumaczyła Ania.
Anne jest amerykanką zamieszkała w Sendai, w jednym z najbardziej zniszczonych miast Japonii. W poniższym liście dzieli się swoimi przeżyciami z ostatnich dni.
Jest on naprawdę wyjątkowy, przepiękny. Pokazuje jacy naprawdę jesteśmy - współczujący i pełni miłości ale wciąż zamknięci...Dopiero jak się wydarzy coś co nami wstrząśnie do głębi otwieramy na oścież to co mamy najdroższego - NASZE SERCA.
Pozdrawiam
Ania
List z Sendai
Tu w Sendai jest raczej surrealistyczne....ale czuję się bardzo błogosławiona
mając wspaniałych przyjaciół, którzy bardzo mi pomagają. Ponieważ barak w którym zamieszkiwałam jest teraz
jeszcze bardziej godny tej nazwy, zatrzymałam się w domu przyjaciółki. Dzielimy się wodą, żywnością i naftowym ogrzewaniem. Śpimy jedni obok drugich w jednym pomieszczeniu, jemy przy świecach, dzielimy się opowieściami. Jest ciepło, przyjaźnie i.... pięknie.
W ciągu dnia pomagamy sobie sprzątając bałagan w naszych domach. Ludzie siedzą w swoich samochodach, oglądając wiadomości na ekranach nawigacji,
lub ustawiają się w kolejce po wodę pitną, kiedy źródło jest otwarte. Jeśli ktoś ma bieżącą wodę w domu, stawia przed domem tablicę informującą o tym aby ludzie mogli przyjść tu
wypełnić swoje dzbanki i wiadra.
Zadziwiające, że tam gdzie jestem nie było grabieży.
Ludzie zostawiają frontowe drzwi otwarte, ponieważ to bezpieczniejsze , gdy nadchodzi wstrząs. Wciąż mówią:
Och, teraz jest tak jak dawno temu, kiedy wszyscy ludzie pomagali sobie nawzajem...
Wstrząsy są co chwila. Ostatniej nocy były co 15 minut. Ciągle wyją syreny, a śmigłowce często latają nad głowami.
W ciągu ostatniej nocy mieliśmy wodę przez kilka godzin w naszych domach, a teraz jest przez pół dnia. Po południu ponownie zaczął płynąć prąd. Gazu nie, jeszcze nie ma. Ale zależy od strefy, w której się jest. Niektórzy ludzie mają te rzeczy, inni nie. Nikt nie mył się od kilku dni. Czujemy się brudni ale teraz inne rzeczy są dla nas ważniejsze. Podoba mi się odejście od rzeczy nie istotnych. Życie w pełni na poziomie instynktu, intuicji, zaopiekowania, tego co niezbędne do przetrwania, nie tylko mnie, ale całej grupy.
Tak jakby życie miało miejsce w równoległych wszechświatach. W niektórych miejscach przerażający bałagan, a za moment dom przed którym stoi futon lub suszy się pranie na słońcu.
Tu ludzie stojący w kolejce po wodę i żywność, a tu kilka osób wyprowadzających psy na spacer. I to wszystko dzieje się w tym samym czasie....
Coś niezwykłego dzieje się w nocy...po prostu cisza niesamowicie przepiękna cisza... żadnych samochodów.. nikogo nie ma na ulicach. A niebo pełne porozrzucanych gwiazd. Zazwyczaj mogliśmy obserwować tylko kilka z nich ale teraz niebo jest nimi wypełnione. Góry dookoła Sendai są jednolite i wyraziste. Ich sylwetki widać wspaniale na tle nieba
I Japończycy są tacy wspaniali....Wracam do swojego baraku żeby zobaczyć co się dzieje, sprawdzić e-maile a tam przy wejściu ktoś zostawił dla mnie wodę i jedzenie....nie mam pojęcia kto. Starsi mężczyźni w zielonych czapkach chodzą od drzwi do drzwi pytając czy wszystko jest w porządku. Zwracają się do zupełnie nieznajomych ludzi czy nie potrzebują pomocy. I nie ma żadnych oznak strachu..rezygnacji tak...ale strachu lub paniki nie...
Mówią nam, że możemy się spodziewać wstrząsów wtórnych, a nawet innych dużych wstrząsów przez kolejny miesiąc lub dłużej. Wstrząsy, drżenie, dudnienie są ciągle odczuwane. Jestem w tej lepszej sytuacji że mieszkam w wyższej części Sendai, gdzie podłoże jest mocniejsze i dzięki temu trochę mniej podatne na wstrząsy. Ostatniej nocy przyjaciel mojego męża przyjechał ze wsi i przywiózł żywność i wodę.
W tej chwili zdaję sobie sprawę, że kosmiczny ewolucyjny skok zadział się na świecie właśnie w tym momencie. I podczas tego doświadczenie moje serce bardzo mocno się otworzyło. Mój brat zapytał mnie czy w związku z tymi wydarzeniami czuję się mała..ale nie..wręcz przeciwnie. Czuję się częścią czegoś większego niż ja. Fala narodzin na skalę światową jest bolesna ale wspaniała.Wstrząsy są co chwila. Ostatniej nocy były co 15 minut. Ciągle wyją syreny, a śmigłowce często latają nad głowami.
W ciągu ostatniej nocy mieliśmy wodę przez kilka godzin w naszych domach, a teraz jest przez pół dnia. Po południu ponownie zaczął płynąć prąd. Gazu nie, jeszcze nie ma. Ale zależy od strefy, w której się jest. Niektórzy ludzie mają te rzeczy, inni nie. Nikt nie mył się od kilku dni. Czujemy się brudni ale teraz inne rzeczy są dla nas ważniejsze. Podoba mi się odejście od rzeczy nie istotnych. Życie w pełni na poziomie instynktu, intuicji, zaopiekowania, tego co niezbędne do przetrwania, nie tylko mnie, ale całej grupy.
Tak jakby życie miało miejsce w równoległych wszechświatach. W niektórych miejscach przerażający bałagan, a za moment dom przed którym stoi futon lub suszy się pranie na słońcu.
Tu ludzie stojący w kolejce po wodę i żywność, a tu kilka osób wyprowadzających psy na spacer. I to wszystko dzieje się w tym samym czasie....
Coś niezwykłego dzieje się w nocy...po prostu cisza niesamowicie przepiękna cisza... żadnych samochodów.. nikogo nie ma na ulicach. A niebo pełne porozrzucanych gwiazd. Zazwyczaj mogliśmy obserwować tylko kilka z nich ale teraz niebo jest nimi wypełnione. Góry dookoła Sendai są jednolite i wyraziste. Ich sylwetki widać wspaniale na tle nieba
I Japończycy są tacy wspaniali....Wracam do swojego baraku żeby zobaczyć co się dzieje, sprawdzić e-maile a tam przy wejściu ktoś zostawił dla mnie wodę i jedzenie....nie mam pojęcia kto. Starsi mężczyźni w zielonych czapkach chodzą od drzwi do drzwi pytając czy wszystko jest w porządku. Zwracają się do zupełnie nieznajomych ludzi czy nie potrzebują pomocy. I nie ma żadnych oznak strachu..rezygnacji tak...ale strachu lub paniki nie...
Mówią nam, że możemy się spodziewać wstrząsów wtórnych, a nawet innych dużych wstrząsów przez kolejny miesiąc lub dłużej. Wstrząsy, drżenie, dudnienie są ciągle odczuwane. Jestem w tej lepszej sytuacji że mieszkam w wyższej części Sendai, gdzie podłoże jest mocniejsze i dzięki temu trochę mniej podatne na wstrząsy. Ostatniej nocy przyjaciel mojego męża przyjechał ze wsi i przywiózł żywność i wodę.
Jeszcze raz dziękuję za miłość i opiekę.
Z wyrazami miłości. Anne
Subskrybuj:
Posty (Atom)
